..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Postać

   » Rozgrywka

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
go¶ci w serwisie: 0

Koszmarem i zmorą było dla mnie przebrnięcie przez pierwszą lokację - Candlekeep. Nie pamiętam ile razy rozpoczynałam grę i przemierzałam kolejne zakamarki, by spełnić wszystkie zadania. To samo dotyczy początku drugiej części BG. Krzysztof Kolberger na bardzo długi czas kojarzył mi się ze słowami: Ach... Dziecię Baala się przebudziło...? Przemierzanie lokacji, które zna się na pamięć nie jest zajęciem ani pasjonującym ani przyjemnym. Ileż razy w końcu można unicestwiać tego samego przeciwnika albo oglądać te same pomieszczenia? Po zamordowaniu Goriona, opiekuna i nauczyciela Niespodzianki pojawiała się Imoen, jej siostra, nie wiedzieć czemu mówiąca z podmoskiewskim akcentem i we dwójkę ruszały do Gospody „Pod Pomocną Dłonią”. Nigdy nie udało mi się ścierpieć Imoen dłużej, niż to było konieczne, czyli do czasu, kiedy posiadałam przynajmniej trzech innych członków drużyny. Żegnałam ją wtedy chłodno i nigdy potem jej nie przyłączałam. Pamiętam pierwsze zaskoczenie, kiedy po przybyciu do wspomnianej wcześniej Gospody jakiś żartowniś zaciukał mi Niespodziankę tuż przed wejściem. Choć próbowałam zabić go na różne sposoby za każdym razem kończyło się to nagłym i bolesnym zejściem mojej bohaterki. Nie pomogła nawet pomoc strażników, którzy ruszali na pomoc. Niestety drużyna złożona z dwóch kiepsko walczących Złodziei (Imoen również jest złodziejem) nie nadaje się do walki w bezpośredniej bliskości wroga. Użyłam więc fortelu. Po wczytaniu gry rozdzieliłam moje dziewczęta i puściwszy Imoen przodem odciągnęłam moją bohaterkę od niemiłego gościa na tyle daleko, by obiec go szerokim łukiem i schronić się w gospodzie. Tam przywitawszy się z Jaheirą i Khalidem zaprosiłam ich na krótki spacer. Strażnicy na dworze siekli już pana nieprzyjemnego. Moi nowo poznani elfowie poradzili sobie z nim, zanim zdołał dobiec do Niespodzianki. Zawsze miałam niejakie wątpliwości co do pochodzenia Khalida. Z wyglądu bardziej przypominał Krasnoluda niż Elfa, a i jąkanie się zupełnie nie pasowało mi do jego rasy. Gdzie ta Jaheira go wykopała? Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze był bardzo użytecznym członkiem drużyny i walczył w pierwszej linii, kiedy przyszło zmierzyć się z przeciwnikiem. Jaheira również była dość użyteczna, choć zawsze miałam w stosunku do niej mieszane uczucia. To jej pragnienie pozostawania w równowadze do wszystkich i wszystkiego prawdziwie mnie irytowało. Zwłaszcza w drugiej części BG, kiedy co chwila z jej ust padały przemądrzałe uwagi. Raz zdarzyło mi się, ze nie mogąc dłużej wytrzymać jej zrzędzenia oskubałam ją z ekwipunku i w samej koszulinie puściłam naprzeciw zgrai Gnolli. Khalid się trochę zmartwił. Ja nie. W Beregoście, kolejnej lokacji, zaprzyjaźniłam się z Kagainem, Krasnoludem tyleż walecznym co zrzędliwym. Dla niewątpliwych korzyści wynikających z jego nieprzeciętnych umiejętności posługiwania się toporem zaciskałam zęby i nie dawałam po sobie poznać, ze jego marudzenie działa mi na układ trawienny. Jego negatywne podejście do życia i podła natura kłóciły się z charakterami reszty brygady. Bowiem w najgorszym wypadku grywałam osobnikami neutralnymi, nigdy złymi. A Kagain był zły do szpiku kości. Nie przywiązywałam się do niego z tej prostej przyczyny, ze po jakimś czasie odłączał się od drużyny i ruszał własną drogą. Ale o tym potem. Po przybyciu do Nashkel biegłam co sił w nogach żeby zaprosić do wspólnej wędrówki Minsca i jego Wielkiego Małego Kosmicznego Chomika. Tu najczęściej porzucałam Imoen, bez żalu i z uczuciem ulgi. Minsc jest moim ukochanym NPC. Uwielbiam jego lśniącą łysinę, futrzastego przyjaciela i okrzyki bojowe (zwłaszcza te pojawiające się w drugiej części BG: „Chomiki i łowcy wszystkich krajów łączcie się!”).Spomiędzy jego wielu zalet głównym plusem jest umiejętność posługiwania się łukiem (jak to u łowcy) i potężny udźwig. W porównaniu z innymi postaciami Minsc to siłacz, jakich mało. Po drodze do kopalni obowiązkowo wstępowałam do namiotów, gdzie handlarze oferowali ciekawe i drogie zabawki. Kradłam pewnemu cwaniakowi zwój przemiany kamienia w ciało i odczarowywałam kapłankę o dźwięcznym imieniu Branwen, która z pocałowaniem ręki ruszała ze mną. Albo i nie. Jeśli moja drużyna liczyła pięć osób puszczałam Branwen z torbami, z czego była wyraźnie niezadowolona. I tak w komplecie wyruszaliśmy, by wyplenić koboldzi motłoch z kopalń Nashkel. Na samym dole spotykaliśmy Xana, maga, którego przyłączałam na chwilę jeśli miałam miejsce w drużynie. Jeśli nie, nasze drogi się rozchodziły. Zaraz po wykonaniu zadania w kopalniach musiałam ruszać na ratunek ukochanej Minsca, bo inaczej chłopina się denerwował i opuszczał moją wesołą ferajnę. Jego wybranka, Dynaheir z zawodu mag bardzo przydawała się w ekipie. Należało tylko odwiedzić Twierdzę Gnolli, gdzie była uwięziona. Ta lokacja to pole do popisu dla mojej Złodziejki i Minsca. Pokazali tu, co znaczy praca zespołowa. Niespodzianka biegała w butach szybkości i sprowadzała kolejne stwory z wyższych rejonów Twierdzy, łowca zaś stojąc na rozstawionych nogach mierzył do nich z łuku. Reszta drużyny nudziła się koszmarnie. Po przyłączeniu się Dynaheir miałam ekipę niemal w komplecie. Niestety, życie to nie je bajka, jak mawiał pewien Upiór. Po przemierzeniu kilku pobliskich lokacji Kagain porzucał moje doborowe towarzystwo i oddalał się w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie pozostawało mi nic innego, jak postarać się o jakieś zastępstwo. I tak oto pojawiał się miły młodzieniec imieniem Ajantis, który towarzyszył mi już do końca podróży. Co prawda nie był szczególnie utalentowanym wojownikiem, ale potrzebowałam jakiegoś miecza w pierwszej linii, więc z braku lepszego NPC decydowałam się na niego. Chyba jestem sentymentalna, bo wspominam go z rozrzewnieniem. Poza tym należało zapewnić odpowiednie towarzystwo mojej Niespodziance, żeby nie czuła się samotna.



strony: [1] [2] [3] [4]
komentarz[87] |

Komentarze do "Felieton o Baldur's Gate I"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda

aktualnie nie jest prowadzona żadna ankieta


   Top 10
   Solucja do Ba...
   Postacie w Ba...
   Postacie dobr...
   Postacie złe ...
   Kuźnia Cromwe...
   Potwory w Bal...
   Postacie neut...
   Niezapomniane...
   Felieton o Ba...
   Zadania w Kul...

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.016704 sek. pg: